„II LO było i jest moim życiem”...

Pan Waszczyłko
...wspomnienia Zbigniewa Waszczyłko, absolwenta i nauczyciela szkoły z okazji jej 70-lecia. Nie sposób nie polubić sympatycznego starszego pana, który widnieje na wielu tablach II LO, tyle że  dziś jego twarz zdobi już nie czarna a siwa broda. Ciepły, wyrozumiały, o pogodnym spojrzeniu, pełen optymizmu i energii w takim stopniu, że mógłby nimi obdzielić tłumy- właśnie taki powinien być pedagog. Sam to przyznaje, mówiąc, że być nauczycielem to szalenie trudna sprawa. Pan Zbigniew Waszczyłko- dziś emerytowany nauczyciel II Liceum Ogólnokształcącego im. Kazimierza Jagiellończyka w Elblągu, niegdyś jego absolwent i nauczyciel techniki- wspomina swój 45-letni związek ze szkołą. Okazją do rozmowy jest święto szkoły- jej 70-lecie, którego obchody przypadają na październik 2015r. Pana Zbigniewa nie może wtedy zabraknąć, zwłaszcza że opowiada: „II LO było i jest moim życiem. Gdyby nie kłopoty z kręgosłupem, do dziś byłbym częstym gościem w szkole. Do 2010 r. bywałem tam codziennie.”

- Po ukończeniu II LO w 1961r. wrócił Pan do niego ponownie. Jak to się stało?
Zbigniew Waszczyłko: II Liceum Ogólnokształcące jest mi bardzo drogie. Nauka w nim była udziałem nie tylko moim, ale później również znacznej części mojej rodziny. Po jego ukończeniu kontynuowałem naukę w SN, a kiedy zostałem nauczycielem- najpierw w Liceum Pedagogicznym w Kwidzynie, potem w szkole nr 24 w Elblągu- nadszedł czas na II LO, w którym zwolnił się etat jak raz dla mnie. To był rok 1969. Od wtedy aż do 1998r. już nic więcej się w mojej karierze nie zmieniło. Myślałem o wyborze innego zawodu- mogłem zostać oficerem po szkole łączności, ale miłość do powołania nauczycielskiego zawdzięczam  babci, której postawa jako ciepłego, przyjaznego opiekuna młodzieży i pedagoga przekonała mnie do tego. Naszą szkołę kochałem także z wielu innych powodów- tu poznałem swoją pierwszą miłość, dla której powtarzałem klasę, by zrównać się z nią rocznikami. Tu miałem wspaniałych nauczycieli – nazywaliśmy ich wtedy profesorami- jak też dobrych kolegów.

- Kogo wspomina Pan jako uczeń II LO najchętniej?
Zbigniew Waszczyłko: Przypominam sobie jak kolega Mundek psocił się „Babci” Openauer, polonistce. Przynosił na lekcje proch strzelniczy, rozsypywał go na pierwszej ławce, a kiedy nauczycielka go dotykała, detonowała go, powodując trzask i wybuch. Cała klasa rżała ze śmiechu, a ja martwiłem się jak pani profesor wszystko przeżywała. Profesor Dymczak od historii nauczył nas kochać swój przedmiot. Wrona czyli p. Wrodecka od geografii rzucała w gadających kredą albo czym popadnie… Chemica p. Cymorek była ostra i wymagająca jak brzytwa, ale przy tym piekielnie sprawiedliwa- w każdym widziała nawet najdrobniejszy talent do chemii. A u profesor Puczyłowskiej z biologii można było załatwić sobie wolne od odpytywania na mszy poprzedzającej zajęcia dzięki przypadkowemu spotkaniu z panią profesor tam właśnie. Wystarczyło wyjęczeć, że z powodu wizyty w kościele nie było czasu na naukę- natychmiast sobie przypominała o tym fakcie i folgowała.

- Czy lubił Pan pracę nauczyciela, wychowawcy?
Zbigniew Waszczyłko: Uczyłem prac ręcznych, techniki, rysunku technicznego, plastyki. Byłem opiekunem hufca harcerskiego w II LO i wielokrotnie wychowawcą. Uwielbiałem pracę wychowawcy. Gdybym miał wybierać swój zawód jeszcze raz, i tak zostałbym nauczycielem. Pierwsza moja klasa zdała maturę w 1972r., a przedostatnia –moja ukochana w 1990r. Każda młodzież była mi droga. Byłem lubiany, bo szanowałem młodych ludzi, traktując ich jak partnerów, nazywając każdego ucznia po imieniu. Starałem się dać z siebie wszystko. To, co zostawimy po sobie, zależy przecież od nas samych- tak mnie uczono. W duchu miłości i przyjaźni, jaką znałem z domu wychowywałem swoich podopiecznych. Przedostatnia klasa jest najmilsza memu sercu, bo wiek moich uczniów był zbliżony do wieku mojego syna. Tych trzydzieścioro aniołków było po prosto moimi dziećmi. Rozumieliśmy się bez słów. O ile w pierwszej klasie walczyłem dla niektórych  o „3-„  jak lew, to w ostatniej wszyscy zaliczyli maturę najlepiej w szkole. Jestem z nich dumny. Często spotykam się z nimi, bo tak się i mnie kochają, że szukają okazji do spotkań. W tym roku to będzie 25 rocznica od zdania matury i 70-lecie naszej szkoły. Dorobiliśmy się zacnych obywateli, wspaniałych specjalistów, wiceprezydenta Elbląga (pan Milusz), dyrektorów szkół, nauczycieli. Mamy 4 małżeństwa klasowe i mnóstwo dzieci, wnuków. A na ilu wycieczkach byliśmy….

- Czy tyle doświadczając mieliście Państwo przygody?
Zbigniew Waszczyłko: Zawsze mówiłem mojej klasie, że każda następna wycieczka zależy od poprzedniej, więc starali się trzymać fason, by zasłużyć na nagrodę. Kilku rodziców miało dostęp do autokarów, więc co tydzień we czwartek słyszałem postulaty i błagalne jęki z prośbą o wyjazd to do Warszawy, to gdzie indziej, bo załatwili autobus. Początkowo dyrekcja się przeciw temu buntowała, ale z czasem na to przystała, nie mając z nami problemów. Najeździliśmy się więc po Polsce, byliśmy na biwakach, na wyjazdach trzydniowych, czy pięciodniowych i innych. Najwięcej było wypadów na jeden dzień. Nie zapomnę powrotu do Elbląga z jakiejś dalszej wycieczki. Byliśmy w okolicach Kalisza. Z naprzeciwka wyjechała z chęcią wyprzedzenia na trzeciego wywrotka z żużlem. Nasz kierowca wykonał manewr, posyłając nas na pobocze, skąd wtoczyliśmy się na skarpę i wywróciliśmy, zawisając nad osuwiskiem. Nie było rannych. Zarządziłem ewakuację. Uczniowie ostrożnie, nie kiwając się, przechodzili najpierw z części najniższej aż do pozostałych tak, ze szczęśliwie opuściliśmy autobus. Wojsko postawiło autokar na koła. Wydawało się, że jest w dobrym stanie. Ponieważ nie było czym wrócić do domu, po dokonaniu oględzin przez kierowcę zaryzykowaliśmy i powolutku dojechaliśmy naszym transportem do Elbląga. Nie ma to jak stary polski Autosan- marka z lat siedemdziesiątych!

- 70-lecie II Liceum Ogólnokształcącego będzie okazją do świętowania. Czego życzy Pan szkole?
Zbigniew Waszczyłko: Wielu kolejnych siedemdziesiątek, jak też wyrozumiałych, sprawiedliwych, wymagających  i po prostu dobrych pedagogów, którzy będą cenić młodych ludzi i kształtować w nich dobre cechy, pozytywny stosunek do życia, szacunek do największych wartości moralnych. Trzeba żyć uczciwie i dać z siebie jak najwięcej dobra. Taka nauka procentuje. Niektórzy moi uczniowie zostali nauczycielami, a gdy zapytałem o przyczyny takich decyzji, dowiedziałem się, że chcieli mnie naśladować. To najpiękniejszy komplement jaki słyszałem. Życzę moim kolegom nauczycielom i naszej szkole takich uczniów i nauczycieli. Jestem Waszym wiernym fanem- śledzę wspaniałe rezultaty mojego II LO w rankingach szkół ponadgimnazjalnych. Życzę Wam dalszych sukcesów, bo jestem przekonany, że to nie jest Wasze ostatnie zdanie. Trzymam za Was kciuki.

Pana Zbigniewa Waszczyłko podziwia wielu  - w tym współcześni nauczyciele i uczniowie II LO. Jego nazwisko zdobi tabla szkolne (w większości wykonane przez niego), a każde będąc nośnikiem różnych tematów przekazuje informację o historii szkoły. Pan Zbigniew Waszczyłko na trwałe wpisał się na jej kartach jako miłośnik młodzieży, harcerz, niestrudzony społecznik i wspaniały pedagog. W ciągu 70 lat osiągnięcia takich oddanych ludzi jak on złożyły się również na dzisiejszy sukces szkoły, a październikowe święto II LO niech będzie pięknym podsumowaniem tego dorobku.

Dorota Radomska
rzecznik prasowy II LO